Arka Noego

Dzienniki podróży | Ilość zdjęć: 1 | 16.01.2019

– tato, pójdziemy na plażę? – zapytał Eryk wdrapując się na moje i tak już obolałe plecy – Wiktor i Marco, też idą. No chodź, obiecałeś że pójdziemy…

To fakt, obiecałem. Zresztą obiecuję to prawie codziennie i prawie codziennie tam jesteśmy. Poza wyjątkami wynikającymi z wyjazdów, spotkań lub innych niezwykle ważnych wydarzeń, punkt 17.00 ładujemy się na skuterek i po 5 minutach lądujemy na plaży. Mamy takie swoje miejsce, gdzie każdego dnia po południu schodzą się rodziny z dziećmi. Rozkładają koce, ręczniki, siadają na piasku i rozmawiają. Czas płynie, morze uderza o pobliskie skały a słońce chowa za horyzontem.

Nikt się nie spieszy, nie pogania, nie krzyczy. No chyba, że na sypiące się piaskiem po głowach dzieciaki albo szukające darmowej wyżerki psy. Ale co to za krzyk. Raczej podniesiony głos, który już za chwilę wróci do swojego, normalnego tonu. Po kilku tygodniach takich spotkań zauważyłem jak zmienił się mój własny. Przestałem czuć ciągłą presję i goniący mnie gdzieś czas. Wszystko zwolniło, nabrało więcej równowagi i spokoju. Zacząłem się śmiać, cieszyć codziennością, chłonąć każdą z otaczających nas chwil. Chyba właśnie po to tak bardzo chcieliśmy wyrwać się z sytemu. Przestać pędzić w bliżej nieokreślnym i niezrozumiałym kierunku. Zwolnić…

 

Siedzieć na tym przysłowiowym piasku i patrzyć. Na rozmawiających ze sobą ludzi. Na chodzące z koralikami Hinduski, leżące przy ścieżce krowy, wałęsające psy. I dzieci… Tłumek małych istot biegających pomiędzy skałami, włażących do oceanu, skaczących na falach, wrzeszczących na siebie. Szczęśliwych…

 

Tak jak dla nas pobyt tutaj to epizod w codziennym życiu, tak dla dzieci to czas, który ukształtuje ich przyszłość. Świat już nigdy nie będzie taki sam. Nabiorą odwagi, otwartości, bezpośredniości. Nie będą się bały o coś zapytać, czy poprosić. Nie zdziwi ich odmienność ani nieporadność drugiego dziecka. Nie będą miały w głowie ciągłych blokad „tego mi nie wolno, tamtego nie powinienem”. Tak jak nasze pokolenie spędzało czas na trzepaku, tak oni odkrywają świat wspinając się na stojącą na brzegu łódkę.

Patrząc na nich mam tylko jedno skojarzenie. Być może ta łódź, niczym przysłowiowa arka, uchroni ich prze zalewającym świat bałaganem. Da im schronienie, zostawi w pamięci wspomnienie radości i prostego, pierwotnego szczęścia. Naładuje małe duszyczki wiarą, że tak naprawdę świat jest dobry i zostanie taki do samego końca a nawet jeden dzień dłużej…

Kontakt

Imię:

Email:

Temat: