Cz.19 Pościg

Skarby von Knauffa | Ilość zdjęć: 1 | 26.01.2019

– proszę, proszę, co za drużyna, sprytna dziewczyna, dwóch geniuszy i wodny szperacz. Co ja właściwie tutaj robię. W takim towarzystwie? Powinienem przyjść raczej po autograf…

– dobra, dobra, starczy już tych żartów – przerwała Durgu Kasia – pokaż nam lepiej co tam trzymasz.

Durgu wysunął przed siebie rękę i rozprostował palce. Na środku dłoni leżał niewielki woreczek. Materiał już dawno stracił kolor. Teraz bardziej przypominał brudną ścierkę do naczyń niż aksamitny mieszek ze skarbem. Wujek Eryka najdelikatniej jak mógł złapał za resztkę tasiemki i rozsupłał zamykającą woreczek pętle. Przez chwilę pocierał o siebie palce drugiej ręki sprawdzając czy są wystarczająco czyste a potem wsunął je do środka.

Stojący w kręgu Ola, Eryk Kasia i Olaf wstrzymali oddech. Widoczne przez materiał palce błądziły po woreczku aż nagle zastygły. Durgu coś chwycił! Oderwał wzrok od woreczka i spojrzał po stojących w kręgu twarzach.

– no dalej – jęknął Eryk – pokazuj bo zaraz nie wytrzymam!

Durgu, podniósł do góry rękę. Spomiędzy palców wystawał zaśniedziały klucz z przypiętą do niego płytką.

– mamy to – uśmiechnął się szeroko

Nagle podbiegła do nich jakaś postać. Zepchnęła Olafa do balii, wydarła klucz z ręki oniemiałego Durgu i rzuciła się do ucieczki.

– Łapać go, Łapać – krzyczał taplający się wodzie Olaf – zatrzymajcie go zanim stąd ucieknie.

Chciał coś jeszcze dodać ale ręka, na której się opierał pośliznęła się na dnie a on wykonał głębokiego nura. Jego marzenie sprzed kilku minut aby troszkę się schłodzić właśnie się spełniło.

 

Durgu ruszył w pogoń. Każda stracona sekunda groziła zniknięciem uciekiniera za narożnikiem a w miejscu takim jak największa na świecie pralnia, ponowne znalezienie go graniczyło z cudem. Pewnie dlatego wybrał właśnie je i pewnie dlatego ubrał się w rzeczy w jakich chodziła większość tutejszych pracowników. To był błąd! Luźno zwisające ciuchy nie ułatwiały biegu. Można powiedzieć, że wręcz go utrudniały. Przy każdym ruchu nogawki zawijały się o nogi a koszula co chwilę zsuwała z ramion. Biegnący za nieznajomym Durgu widział jak ten się męczy i miota w swoim ubraniu. Wystarczyło kilka minut by dogonił go wąskiej uliczce.

– stój, nie masz szans – wołał Durgu – zaraz Cię dorwę!

Jego umięśniona sylwetka niczym taran przebijała się pomiędzy praczami i pełnymi prania koszami. Niestety złodziej wcale nie zamierzał się zatrzymywać. Wręcz przeciwnie! Pomimo utrudniających bieg rzeczy, sprawnie kluczył pomiędzy budynkami starając się zgubić pogoń. W pewnym momencie wybiegł na plac, złapał za jeden z wiszących nad głowami sznurów i biegnąc dalej ciągnął go za sobą. Pod nogi Durgu zwaliła się misterna plątanina suszarni. Mokre ręczniki, koszule, spodnie, wszystkie dopiero co wyprane ubrania wylądowały na piachu. Stojący przy baliach z wodą Hindusi podnieśli lament. W ciągu kilku sekund spokojna okolica zmieniła się w pole awantury. Nagle wszyscy zaczęli się kłócić z wszystkimi. Leżące na ziemi rzeczy, które jeszcze przed chwilą grzecznie suszyły się na linach, teraz niczym pociski zaczęły latać nad głowami. Szybo po dwóch stronach placu uformowały się armie praczy. Wyglądało jakby te grupy już od dawna nie darzyły się sympatią i teraz nadarzyła się okazja aby zmierzyć swoje siły. Każdy chwycił za jakąś rzecz i niczym rycerz w pełnym rynsztunku ustawił w bojowej formacji. Nikt nie zwracał uwagi na walające się po ziemi ubrania. Teraz ważniejsza od czystości była wodna bitwa. Wszyscy zamarli w milczeniu i mierząc posępnym wzrokiem szykowali do ataku. Informacja musiała roznieść się po pralni. Dachy otaczających plac budynków szybko zapełniły się widzami, którzy niczym kibice na piłkarskim stadionie zaczęli dopingować swoje drużyny. Kobiety rozsiadły się wygodnie na tarasikach a przeraźliwie krzyczące dzieciaki skakały po daszkach strącając co chwilę luźne dachówki. Na to też nikt nie zwracał uwagi. Co tam kilka dachówek, kiedy właśnie zaczynała się bitwa! Jeden z praczy sięgnął po leżącą w wodzie koszulę. Zwinął ją w mokrą kulę a potem z całej siły rzucił w stronę przeciwników. Pocisk wpadł do bali. W powietrze wzbiła się fontanna wody ochlapując stojących najbliżej praczy. Ci zawyli z wściekłości i rzucili się do ataku. To był ten moment, już nikt nie oglądał się za siebie. Wywijając mokrą odzieżą mężczyźni zaczęli okładać się nawzajem. Szybko okazało się, która broń jest najlepsza! Dżinsy! Dobrze zwinięte i namoczone nogawki miały zdecydowanie największy zasięg i moc rażenia. Przy umiejętnej obsłudze można było nimi dosięgnąć przeciwnika nawet z odległości dwóch metrów. Ba, niektórzy usprawnili swoją broń zawiązując na końcu jednej nogawki supeł. Trzymając drugą robili spodniami młynek a potem puszczali je w ruch. Wystrzelona niczym z procy kula leciała prze ciebie niszcząc wszystko co stanęło na jej drodze. Była to broń prawie doskonała. Jej jedynym minusem było ponowne ładowanie. Mokre spodnie trzeba ponownie złożyć i zawinąć. W tym czasie sprawny przeciwnik z dobrze skręconym ręcznikiem mógł podbiec i wiele razy obłożyć wroga przysłowiową marchewką. Wszystkie te techniki musiały być szkolone od lat. Każdy z praczy miał swoją ulubioną i teraz zaprawiony w boju okładał przeciwnika jak tylko umiał najlepiej. Nad placykiem unosiły się litry wody, tumany kurzu i śmiechy szczęśliwych dzieci. Wodna bitwa szybko przerodziła się w festyn. Ulubioną rozrywkę mieszkańców Dhobi Ghat.

W tym czasie pogoń za kluczem była już daleko, daleko dalej. Durgu, który stracił czas na wygrzebanie się spod sznurów znów zaczął doganiać zbiega. Ten wyraźnie tracił siły, jego oddech robił się coraz cięższy a krok mniej równy. Co chwilę oglądał się za siebie jakby liczył, że goniący go mężczyzna w końcu się podda. Nic z tego, Durgu z zawziętą miną, metr po metrze zbliżał się do złodzieja. Szansa na ucieczkę malała a właściwie skurczyła się do zera. Nawet ponowne zerwanie sznurów z praniem nie pomogło. Po pierwszej nauczce Durgu był na to przygotowany. Widząc spadające rzeczy szybko przycisnął się do budynku. Dzięki temu nic nie spadło mu na karak a on mógł spokojnie ruszyć w dalszą pogoń. Wiedział, że złodziej już mu nie ucieknie. Przestał nawet za nim wołać. Zamiast tracić siły na krzyk wyrównał oddech i pewnym krokiem maratończyka sekunda po sekundzie zmniejszał dzielącą ich odległość. Po kilku kolejnych minutach uciekinier był na wyciągniecie ręki. Słychać było jak z trudem łapie powietrze. Machając rękoma próbuje poprawić koszulę i podskakuje co kilka kroków podciągając spadające spodnie. Jeszcze kilka kroków, ostatnich parę metrów i ręką Durgu spadła na ramię złodzieja.

– mam cię!

Złodziej wywinął się i skoczył w boczną uliczkę. Ominął stojącego w niej pracza i znów zaczął uciekać. Durgu sapnął ze złości. Wydawało się, że pościg się skończył a tu proszę, czekała go dalsza pogoń. Krzyknął ze złości i zaczął biec. Tym razem postanowił zatrzymać zbiega inaczej. Kiedy ich krok się zrównał chwycił go za włosy.

– teraz mi już nie uciekniesz! – zawołał tryumfalnie

Jakież było jego zdziwienie kiedy zbieg nachylił głowę a w jego ręku została czarna peruka! Zdębiały ze zdziwienia Durgu stanął w miejscu. Podobnie ledwo zipiący złodziej, który oparł się o słupek pralni. Na jego głowie miejsce peruki zajęły rude, krótko przystrzyżone włosy. Teraz spocone i potargane lepiły się do wysmarowanej czarnym mazidłem twarzy. Nad całkiem sporym nosem błyszczały pełne nienawiści oczy. Mężczyzna podniósł rękę i ciężko oddychając otarł rękawem czoło. Spod ciemnej warstwy wyłoniła się blada cera.

– kim jesteś?

Uciekinier nie odpowiedział. Zamiast tego nerwowo rozglądał się dookoła szukając wyjścia z sytuacji. Widział, że nie ma szans na ucieczkę. Durgu był dla niego zbyt szybki. Nawet w normalnych rzeczach ponowne złapanie byłoby tylko kwestią czasu. Istniał tylko jeden sposób aby się uratować. Ciężko dysząc wyciągnął przed siebie rękę. Pomiędzy palcami pojawił się stary klucz z niewielką zawieszką.

– co robisz – zawołał Durgu – oddaj go!

Nieznajomy nie posłuchał. Podniósł głowę i rozejrzał dookoła. Jego wzrok zatrzymał się na rzędzie betonowych balii z wodą. Ścisnął ukryty w ręce klucz a potem wziął zamach i z całej siły rzucił nim przed siebie. Durgu wyciągnął palce próbując złapać go w powietrzu. Niestety klucz tylko otarł się o jego dłoń i z pluskiem zanurzył w tafli wody.

Wzrok mężczyzn skrzyżował się. Przez moment mierzyli się  zastanawiając co zrobi drugi. Ruch był po stronie Durgu. Wiedział, że musi podjąć decyzję, każda kolejna sekunda działała na jego niekorzyść. Ostatni raz spojrzał na tajemniczego mężczyznę a potem obrócił i wskoczył do pełnej wody bali. Kiedy wynurzył się na powierzchnię po złodzieju została tylko leżąca na ziemi peruka. Durgu wyszedł z balii. Usiadł na murku i oparł mokrą głowę na ramieniu. Zmęczony popatrzył na pustą uliczkę zastanawiając się co dalej. Wiedział, że dalszy pościg nie miał sensu. Najważniejsze było to, co przed chwilą udało mu się wyciągnąć z wody. Rozprostował palce i spojrzał na zardzewiały kawałek metalu. Klucz do sekretu von Knauffa cały czas leżał w ich rękach.

Kontakt

Imię:

Email:

Temat: