cz.22 Złość Nikodema

Skarby von Knauffa | Ilość zdjęć: 1 | 20.02.2019

– Już go miałem! – Nikodem ze złością uderzył pięścią w stół – trzymałem w ręce! Klucz do mojego skarbu. Miałem wszystko a potem nic! Gdyby nie ten przerośnięty Hindus nigdy by mnie nie złapali. Skąd on się wziął? Nie dość że mnie dogonił to jeszcze zniszczył ukochaną perukę.

Nikodem położył ręce na głowie i zaczął masować rude włosy. Kiedy Durgu go złapał, ścisnął i szarpnął zrywając nie tylko perukę ale wyrywając przy okazji całkiem sporą kępkę. Teraz w ich miejscu pozostał łysy placek. Nikodem nigdy nie narzekał na nadmiar włosów i spędzał mnóstwo czasu na dbanie o swoją czuprynę. A tu proszę nie dość, że stracił klucz to jeszcze włosy. Jego ukochane rude loki zostały w pralni.

– nie cierpię tego miejsca! Tych całych Indii i tych, tych… – sapiący ze złości Mężczyzna aż stracił oddech próbując wyrzucić z siebie kogo tak bardzo nie cierpi. W końcu nabrał powietrza i warknął – … tych ludzi! Wszystkich! Dużych, małych, białych, czarnych, wszystkich! Po co oni komu! Świat byłby bez nich piękniejszy.

Wstał od stołu i jak to miał w zwyczaju zaczął krążyć po pokoju. Chodzenie go uspokajało. Zawsze kiedy musiał o czymś pomyśleć chodził w kółko. Tym razem było to o tyle trudne, że wynajął maleńki pokoik i z trudem udawało mu się wykonać kilka kroków. To rozzłościło go jeszcze bardziej. Kopnął stojące na drodze krzesło a potem rzucił nie łóżko. Pod jego ciężarem zardzewiałe sprężyny w materacu zatrzeszczały przeraźliwie, rama ugięła a stare deski popękały tworząc na łóżku wielką dziurę z Nikodemem w środku.

– a nich to! – powiedział gramoląc się ze dziury – Przysięgam, jak już odzyskam mój skarb wyjadę i nigdy tu nie wrócę! Nigdy! Moja noga więcej tu nie postanie. Niech mnie mole zeżrą jeśli jeszcze kiedykolwiek przylecę do Indii! Co mój pradziadek w nich widział? W tym całym brudzie i hałasie. Jak tak można żyć, to wszystko jest takie…

Z trudem podniósł się z łóżka i podszedł do okna. Na dworze powoli zapadał zmierzch. Na ulicy zapaliły się wieczorne latarnie, sklepiki rozświetliły neonami a stojące przy chodnikach stragany niewielkim żarówkami. Pomiędzy nimi płynął tłum ludzi i samochodów. Wszyscy gdzieś pędzili trąbiąc i krzycząc. Dzieciaki machały, psy szczekały a powolne krowy leniwie kręciły głowami. Po upalnym popołudniu miasto budziło się do życia. Oparty o ramę Nikodem na chwilę przestał narzekać. Wdychał zapachy palących się w świątyni obok kadzidełek i z coraz większą ciekawością patrzył na ulicę. Od dnia przyjazdu, był to pierwszy moment kiedy mógł przyjrzeć się jej lepiej. Stał tak i zerkał przez okno a jego złość powolutku zaczęła odpływać wraz z idącym przed siebie tłumie. Poczuł jak zaczyna się uspokajać. Nawet czerwony ślad na głowie bolał jakoś mniej. Rytm miasta zaczął go wciągać pomagając zapomnieć o wszystkich problemach i smutkach tego dnia.

– … takie kolorowe – Nikodem skończył szeptem zdanie.

Popatrzył jeszcze przez moment na ulice a potem odwrócił i zobaczył mikroskopijny pokój w którym mieszkał.

– nie! – warknął zrzucając z wściekłością wiszącą n wieszaku kurtką – tych kolorów też nienawidzę! I jakiem Nikodem – dodał ściskając z całej siły pięści – zdobędę co moje! Nawet jeśli miałbym wypalić wszystkie kolory tego miasta!!!

Kontakt

Imię:

Email:

Temat: