cz.24 Świątynia Jain

Skarby von Knauffa | Ilość zdjęć: 1 | 09.03.2019

Podobnie jak w trasie do pralni, cała droga do świątyni minęła na rozmowie. Siedzący obok kierowcy Durgu opowiadał im o religiach Indii a najwięcej o Dżinizmie. Była to religia niezwykła. Jej wyznawcy kierowali się pięcioma głównymi zasadami:

Ahinsa – powstrzymanie się od zadawania cierpienia wszystkim istotom.

Satja – powstrzymanie się od kłamstwa.

Asteja – powstrzymanie się od kradzieży.

Brahmacarja – powstrzymanie się od cudzołóstwa.

Aparigraha – powstrzymanie się od posiadania rzeczy zbędnych.

Wszystkie one sprowadzały się do wzajemnego szacunku i życzliwości. Ludzie i wszystkie zwierzęta byli sobie równi. Nie było miejsca na przemoc ani wzajemną wrogość. Tak jakby świat pozbył się zgromadzonego w nim gniewu ustępując miejsca ukrytemu w sercu każdego człowieka dobru. Czy taki świat mógłby istnieć naprawdę. Tak! Cztery miliony wyznawców dżinizmu żyło według jego zasad od tysięcy lat. Teraz Ola, Eryk, Kasia i Olaf mieli okazję na własne oczy zobaczyć ich święte miejsce.

Pierwsze wrażenie nie było najciekawsze. Kiedy wysiedli z taksówki zobaczyli przed sobą biały mur a za nim, wciśniętą pomiędzy inne budynki kopułę świątyni. Zaraz po przejściu przez zdobioną bramę, stojący za nią Pan poprosił aby zdjęli buty. Podobnie ja większości tego typu miejsc w Indiach, noszenie butów było tu surowo zabronione. Zza niewielkim, wyłożonym białym kamieniem placykiem zobaczyli cel podróży, świątynię Jain. Na niewielki ukryty za rzędem kolumn taras prowadziły dwie pary szerokich schodów. Nad tarasem, przykryte daszkami znajdowały się trzy balkoniki. Każdy z nich miał kilka bogato rzeźbionych kolumn, na których przedstawiono starożytnych bogów i boginie. Ale to nie one przykuły uwagę dzieci. Po obu stronach schodów stały… kamienne słonie! I to jakie! Przystrojone w złote naszyjniki, z kolorowymi siodłami, na których siedzieli równie kolorowi jeźdźcy, dumnie podnosiły do góry swoje wielkie trąby. Przed każdym ze słoni stał uzbrojony w długą laskę posąg. Właśnie przy jednym z nich stał ubrany w białą szatę mężczyzna, do którego skierował swe kroki Durgu.

– namaste – powiedział składając ręce.

– namaste – odpowiedział uśmiechając się pogodnie mnich – witamy was w naszej świątyni.

– co to znaczy namaste – szepnął do ucha siostry Eryk

– a jak myślisz? dzień dobry gamoniu – syknęła Ola kłaniają się podobnie jak stojący przed nią Durgu

– to oni znają słowo gamoń? – zdziwił się chłopiec

– ty jesteś gamoniem! – syknęła tym razem głośniej jego siostra – „namaste” to dzień dobry a dokładnie „pokłon tobie”. Trzeba było słuchać jak tata tłumaczył.

– sama jesteś gamoń – krzyknął obrażony Eryk.

– Eryk – upomniał go ojciec – jesteś w świątyni, tu nie wolno hałasować.

– ale Ola…

– nie ma żadnego „ale”.

Słysząc to Ola podniosła głowę, zadarła do góry nos i spojrzała z wyższością na młodszego brata. Ten nie czekając na ciąg dalszy z całej siły kopnął ją w kostkę.

– ałaaaa – krzyknęła dziewczynka.

– Ola, słyszałaś co powiedziałem Erykowi – tym razem tata zdenerwował się na dobre.

– ale on…

– nie ma żadnego „ale” albo się oboje uspokoicie albo zaraz wylądujecie w samochodzie.

Ola chciała coś jeszcze dodać, lecz obawa przed samochodem była zbyt silna. Zamiast tego pokazała bratu język i pokazując co o nim sądzi ostentacyjnie obróciła plecami. Teraz ważniejsze było to co powie Durgu. Zemsta nad bratem mogła poczekać na później.

– mam na imię Amalesh – przedstawił się mnich – witajcie w naszej świątyni. Jeśli chcecie chętnie was po niej oprowadzę i opowiem. Niestety nie wszędzie będziecie mogli wejść.

– dziękujemy – odpowiedział Durgu – moi przyjaciele są pierwszy raz w Indach i na pewno z przyjemnością posłuchają twojej historii ale może troszkę później. Prawdę mówiąc przybiliśmy tu prosić o pomoc.

– to dobrze trafiliście – uśmiechnął się Amalesh – tutaj udzielamy pomocy wszystkim potrzebującym.

– tym razem chodzi o troszkę inną pomoc?

– inną? – zdziwił się mnich

– tak, nasz znajomy zostawił nam coś, mówiąc że mamy zapytać o to mnicha z tej świątyni.

– mhmm, prawdę w mówiąc nie wiem jak miałbym wam pomóc ale jeśli będę w stanie na pewno to zrobię.

– dziękujemy – odpowiedział Durgu i sięgnął do kieszeni po zniszczony woreczek – chodzi o przedmiot w środku.

Mówiąc to wyjął z woreczka klucz i pokazał mnichowi.

– na tabliczce przy kluczu jest symbol i zdanie.

– ciekawe – tym razem mich zaczął uważnie przyglądać się stojącej przed nim piątce przybyszów – mogę go zobaczyć?

– proszę.

Amalesh zaczął z uwagą oglądać tajemniczy przedmiot. Położył go na otwartej dłoni i delikatnie przejechał palcami po wygrawerowanych na tabliczce liniach. W końcu złożył obie dłonie ukrywając w nich klucz a potem z szacunkiem ukłonił.

– czekaliśmy na was – powiedział do osłupiałych gości – zapraszam ze mną – dodał i nie oglądając za siebie ruszył w stronę prowadzących do świątyni drzwi.

Kontakt

Imię:

Email:

Temat: