Wyprawa w góry

Dzienniki podróży | Ilość zdjęć: 1 | 26.03.2019

Po prawie 3 godzinach przedzierania się przez dżunglę najwyższy szczyt w Canconie (613 mnpm.) został zdobyty! Teraz mogę ze spokojem zbierać się do domu!

Kiedy przyjechaliśmy na Goa i zobaczyłem majaczący na horyzoncie wierzchołek wiedziałem, że muszę go zdobyć. Może to i głupie ale jakoś nic i nikt nie był w stanie odwieźć mnie od tego planu. No i proszę minęło kilka miesięcy…

 

 

W sumie wydawałoby się to proste ale zapewniam, że droga na szczyt nie była łatwym przedsięwzięciem. Problemem nie jest wysokość (według wujka googla to tylko 613metrów) ale otaczająca go ze wszystkich stron dżungla. Już podczas pierwszego rekonesansu przekonałem się jak trudne będzie to zadanie. Co prawda udało mi się podjechać dość daleko skuterem ale potem trafiłem na, jak to się mówi? „ścianę zieleni”. Porośnięte krzakami wertepy, drzewa, pełno gałęzi, liści i plątanina wiszących z wszystkich pnączy. Jednym słowem, „witamy w dżungli!”

 

 

Po kilku miesiącach spakowałem plecak i wyposażony w maczetę i długą laskę, skoro świt ruszyłem w drogę. Tak jak maczeta i wywijanie nią okazało się karkołomnym przedsięwzięciem, tak 1,5 metrowy bambusowy kij kilka razy uratował mi skórę. Już na samym początku musiałem podjęć decyzję jak dostać się do góry. Opcje były dwie. Pierwsza tzw. na szagę, czyli prosto przed siebie, byle wyżej. Druga, dostać się do przełęczy rozdzielającej wzniesienia a potem powoli, pokonując kolejne wierzchołki, pchać się granią w stronę szczytu.

 

 

Wybrałem bramkę nr.2. Choć ta trasa była dłuższa dawała gwarancję w miarę przewidywalnego powrotu. Samo wejście to pikuś ale spróbujcie znaleźć kierunek kiedy ze wszystkich stron otaczają was gęste krzaczory. Jak to w górach wszystkie drogi prowadzą w dół, tylko że wystarczy skręcić o kilka stopni i wyląduje się w zupełnie innym miejscu. W tym przypadku takie „wylądowanie” mogło grozić kilkugodzinnym marszem przez dżunglę w stronę najbliższej cywilizacji.

 

 

Aby było jeszcze ciekawiej zamiast przed siebie cały czas musiałem patrzyć… w dół. Podobno ta okolica roi się od węży. W Chaudi jest taki gość. Nazywają go łapacz, bo co kilka dni wyciąga jakiegoś gada z Hinduskiego domu. W Chaudi! A co dopiero tutaj, kilkanaście kilometrów dalej, z dala od miasta i jego budynków. Gdyby nie małpy, które co jakiś czas skakały mi nad głową przez 6 godzin, bo aż tyle trwała moja wycieczka nie spotkałbym żywej duszy.

 

 

No i zaczęło się podchodzenie. Po dziesięciu minutach byłem mokry jak ścierka a po kolejnym kwadransie wyglądałem bardziej na bywalca parowej sauny niż górskiego spacerowicza. Krok za krokiem, badając leżące pod nogami liście posuwałem się do przodu. Ścieżka, którą znalazłem na dole skończyła się na przełęczy. Musiałem zacząć walczyć z krzakami a te wcale nie chciały się poddać. Pełne małych kolców gałązki wpijały się w ręce drapały skórę i rozdzierały koszulę. Co jakiś czas udawało mi się wyjść na otwartą przestrzeń i zobaczyć gdzie tak naprawdę jestem. A byłem coraz wyżej! Po kolejnej godzinie dotarłem na pogorzelisko. Wypalony do ziemi kawał lasu porastały tylko liche, wystające z czarnej ziemi roślinki. Choć widok nie był najprzyjemniejszy, był to chyba najmilszy odcinek mojej drogi. I tak po prawie trzech godzinach dotarłem na szczyt. Tadam! Oto jestem! Tadam! Pozdzierany, mokry, brudny musiałem wyglądać jak przysłowiowe siedem nieszczęść. Ale co tam, choć niskie chmury zakrywały większość nieba i tak widok był niesamowity. Swoją drogą możecie w to uwierzyć? Przez 5 m-cy ani jednej chmurki a w dniu gdy idę oglądać krajobraz… Koniec końców po tryumfalnym odtańczeniu tańca zwycięzców ruszyłem w dół. Chyba tylko dzięki pinezkom na mapie googli nie zgubiłem się w gęstwinie. W kilku miejscach udawało mi się znaleźć sieć więc nie zastanawiając zbyt długo od razu znaczyłem w telefonie swoją pozycję. Pomogło.

 

 

Kiedy dotarłem do skutera nogi drżały mi jak galareta. Powiem wam jedno te wszystkie podróżnicze filmy możecie sobie wsadzić w… cztery litery. Ja po kilu godzinach przedzierania na pewno nie dam się nabrać na opowiastki jak to fajnie przejść się po dżungli;)

 

 

Kontakt

Imię:

Email:

Temat: