Tour de…

Dzienniki podróży | Ilość zdjęć: 1 | 28.04.2019

No proszę, co za odmiana. Po sześciu miesiącach lenistwa nadszedł czas by w końcu ruszyć swoje szlachetne cztery litery. Tylko dlaczego postanowiliśmy ruszać je aż tak bardzo??? Od dwóch tygodni jeździmy z miejsca na miejsce i dopiero wczoraj zatrzymaliśmy się w jednym na dłużej niż trzy dni.

Ale po kolei… Okazuje się, że Sri Lanka nie tylko słoniami stoi. Wbrew temu co pisałem wcześniej poza parkami jest tu mnóstwo ciekawych rzeczy i miejsc pełnych turystycznych atrakcji. Można oczywiście wybrać opcję pt. „plażing” ale plażingu mieliśmy tyle, że ta forma spędzania czasu odpadła na samym początku. Zamiast niej zdecydowaliśmy się na „Tour de Sri Lanka”. Zapakowani w tuk tuka ruszyliśmy przed siebie by połykając kolejne kilometry odwiedzić kilka niezwykłych miejsc.

 

 

 

Po podroży hinduskimi drogami obawiałem się o stan lankijskiego asfaltu a tu proszę. Czyste, szerokie trasy, żadnych dziur. Żadnych wykopów i pędzących po ulicach tabunów krów. Gdyby nie prezentujący kaskaderskie umiejętności kierowcy można by powiedzieć, że jedziemy po drogach gdzieś w sercu Europy. Oczywiście pod warunkiem, że wyobrazimy sobie rosnącą w Europie dżunglę i skaczące po drzewach małpy. Tak czy inaczej jakość dróg to chyba najbardziej pozytywna niespodzianka całego wyjazdu. To dzięki nim godziny spędzane za kierownicą nie były aż tak wyczerpujące jak być mogły.

 

 

 

Zamiast walczyć o każdy kilometr mogliśmy skupić się na punktach naszej trasy. A tych było co niemiara. Negombo, Pinnawala, Anaradhapura, Dambulla, Sigirya, Minneriya, Kandy, Haputale, Ella, Tangalla, Mirisa, Galle, Colombo… Musicie przyznać, że jak na cztery tygodnie to dość dużo…

Przejechaliśmy ponad 900km, (docelowo wyjdzie z 1400 km),

Wjechaliśmy na przełęcz 1863mnpm, do teraz nie wiem jak ten mały silniczek sobie poradził,

Wypiliśmy dziesiątki kokosów,

Spaliśmy w 8 miejscach,

Zwiedziliśmy kilka muzeów,

1 park i kilka rezerwatów przyrody,

Jeździliśmy na słoniu,

Zobaczyliśmy Bodhi Tree i dziesiątki buddyjskich stup,

Byliśmy w 5ciu jaskiniach,

Wspięliśmy się na wielką skałę,

Kąpaliśmy na 5 plażach, w tym jednej, najpiękniejszej na jakiej byliśmy podczas całej podróży,

Co drugi dzień mokliśmy w strugach tropikalnej ulewy (prowadzenie tuk tuka w takim deszczu to nie lada wyzwanie),

Mieszkaliśmy w samym środku dżungli,

Spróbowaliśmy smaków lankijskich i nie tylko,

Odwiedziliśmy wujka Liptona i napiliśmy się jego herbaty

Przeżyliśmy straszliwą tragedię i zamach,

Jechaliśmy, jechaliśmy i cały czas jeszcze jedziemy (przed nami trzy kolejne miasta)

Nie będę się rozpisywać o miejscach, które odwiedziliśmy w sieci znajdziecie pełno informacji o Sri Lnace i jej atrakcjach (zapraszamy też do naszych galerii pełnych przepięknych zdjęć, linki powyżej). Powiem tylko, że to naprawdę niezwykły kraj. Nie można się w nim nudzić ani wyjechać rozczarowanym.

 

 

To co urzekło mnie najbardziej to buddyzm i wszechpanująca bliskość natury. Po raz pierwszy zetknąłem się z religią, w której przyroda odgrywa aż tak ważną rolę. Nigdy nie zapomnę ubranych w białe stroje Lankijczyków, którzy z niezwykłym dla Europejczyka spokojem nieśli pełne kwiatów kosze i składali je pod świętym drzewem w Anaradhapura. Bodhi Tree… Co za niezwykła historia… Powinniście przeczytać ją sami, najlepiej jeszcze przed podróżą poprzez porośniętą gęstą dżunglą Sri Lankę.

Albo wiecie co, mam pomysł, aby wam to ułatwić opowiem ją tutaj już za kilka dni;)

Kontakt

Imię:

Email:

Temat: