Uchylone drzwi

Dzienniki podróży | Ilość zdjęć: 1 | 01.07.2019

Stało się… po ośmiu miesiącach podróży wróciliśmy do domu. Zamknęliśmy za sobą drzwi, tak jakby jeden rozdział zakończył się a jego miejsce zajął następny. Bardziej znany, przewidywalny, monotonny.

Kto wie jak długo będzie trwał, jak odnajdziemy się w codzienności, wpiszemy w system, znajdziemy w nim swoją własną ścieżkę. Różni ludzie w różny sposób reagują na powrót. U jednych pojawia się smutek i rozpacz. Coś pięknego skończyło się a miejsce wspaniałych przygód zajęła proza życia. U innych to pewnego rodzaju ekscytacja nowymi wyzwaniami, możliwościami i planami na przyszłość. Każdy na swój własny sposób radzi sobie ze zmianą a raczej powrotem od takiej właśnie zmiany. Bo przecież zawsze przychodzi moment, w którym trzeba powrócić do tzw. prawdziwego życia…

Pamiętam, jak siedzieliśmy na plaży w Patnem. Patrzyliśmy na ocean i rozmawialiśmy. Dzień jak co dzień, ten sam błękit wody, skały na horyzoncie i chowające za nimi słońce. Dzieci biegające po kamieniach, fale uderzające o brzeg, szum oceanu. Rozłożone na piasku koce, siedzący na nich ludzie i rozmowy. O wszystkim, o niczym, rzeczach ważny i codziennych błahostkach. Tego wieczoru siedziałem z Aronem. Rozmawialiśmy o powrocie. O tym co czeka nas, kiedy wrócimy do domu. Jak odnajdziemy się w rzeczywistości wracając z miejsca takiego jak te.

– bo widzisz Aron. Kiedyś trzeba się spakować. Wyjechać, wrócić do prawdziwego życia

Siedzący obok mężczyzna uśmiechnął się do mnie szperko.

– wiesz Olaf – powiedział grzebiąc w piasku nogą – tylko, że dla mnie to właśnie jest prawdziwe życie…

Nigdy nie zapomnę tych słów. Pamiętam, że wieczorem nie mogłem zasnąć myśląc o tym co usłyszałem na plaży. Jedno proste zdanie. Stwierdzenie, które tak naprawdę każe zastanowić się, co jest tak naprawdę ważne. Co jest prawdą a co tylko ułudą. Gdzie można znaleźć równowagę i spokój, na którym tak nam wszystkim zależy. Przez osiem ostatnich miesięcy zbudowałem dom przy plaży i zamieszkałem w nim z moją rodziną. Prowadziliśmy normalne życie z najbardziej prozaicznymi zadaniami. Codziennie rano wstawałem biegać po plaży. Wracając robiłem zakupy w przydrożnym straganie z owocami. Jedliśmy śniadanie a potem rozwoziłem maluchy do szkoły i przedszkola. Wracałem do domu, siadałem na tarasie i zaczynałem pisać. Kasia obrabiał swoje zdjęcia, składała album. Po południu odbierałem Olę i Eryka. Jedliśmy obiad a potem jechaliśmy na plażę. Tę samą, gdzie dzień w dzień oglądaliśmy z przyjaciółmi zachód słońca. Wracaliśmy na kolację by po niej położyć szkraby spać. Siadaliśmy na tarasie z Julie, Ernesto i butelką wina. Gadaliśmy o wszystkim i o niczym by w nocy powiedzieć sobie dobranoc i pójść spać.

Dni kapały jeden po drugim. Podobne, nie różniące się od siebie niczym. Te same sprawy, zakupy, ludzie. Ten sam  spokój. To był najcudowniejszy czas w moim życiu.

Teraz siedzę przy stole. Klepię na klawiaturze, piszę. Staram się skupić nad przelewanymi na ekran zdaniami, ale w głowie, niczym serce w kościelnym dzwonie dudni wciąż to same pytanie. Czy Aron miał rację „Które życie jest prawdziwe”?

Nie znam odpowiedzi i pewnie nigdy jej nie poznam. Myślę, że nie jest tak prosta jak mogłoby się wydawać. Zbyt wiele składowanych i zdarzeń wpływa na nasze decyzje i szczęście. Zbyt dużo rzeczy ważnych tak, tak bardzo by można je było po prostu zostawić. Nie mam pojęcia, pewnie jeszcze niejedną noc będę się bił z własnymi myślami.

Ale jeno wiem na pewno. Wracając do domu nie zamknęliśmy za sobą drzwi. Została w nich niewielka szpara, przez którą przebijają promienie zachodzącego nad Patnem słońca. I kiedyś, może jutro, może za rok, dwa otworzymy je szeroko by wrócić do miejsca, w którym było nam po prostu dobrze…

 

Kontakt

Imię:

Email:

Temat: