Licencja na Tuk Tuka

Dzienniki podróży | Ilość zdjęć: 1 | 13.04.2019

Własny środek lokomocji to największy skarb każdej podróży. Tylko dzięki niemu jesteś w stanie dotrzeć do miejsc, których nigdy nie odkryłbyś jeżdżąc lokalnym autobusem. W Indiach jeździliśmy skuterami, tu na Sri Lance wybór padł na Tuk Tuka.

 

 

Mały, trójkołowy pojazd o oszołamiających osiągach i niezwykłej kulturze pracy silnika. Zwarta bryła, komfortowe fotele i bezpieczeństwo podróży. Czego może chcieć więcej spragniony przygód turysta? Tylko jednego… licencji dającej prawo na poruszanie się tym cudem techniki. Aby ją zdobyć trzeba się troszkę postarać. Tzn. postarać się musi właściciel wypożyczalni, który użyczy Ci pojazdu. Oczywiście jest to w jego interesie, dlatego wyposażony w skan międzynarodowego prawa jazdy uda się do urzędu i dopełni wszelkich formalności. Tu uwaga! Pamiętajcie! Międzynarodowe Prawo Jazdy ma kilkuletni termin ważności. Przeterminowane? Zapomnijcie o prowadzeniu tuk tuka, żegnaj lankijska przygodo:(

 

 

Na szczęście moje miało odpowiednie daty i po przylocie do Colombo, nowiutkie pachnące jeszcze farbą prawko czekało razem z lokalnym kodeksem drogowym. Właściciel z poważną miną wręczył mi oba dokumenty i poradził abym dokładnie zapoznał się z zasadami ruchu. Tutejsi policjanci nie mają w zwyczaju cackać się z turystami. Złamałeś przepisy, będziesz płacił. I to będziesz płacił duuużo. Nie jakieś tam frytki. Chciałeś poszpanować za kierownicą, trzeba było wykuć kodeks. Co z tego, że 90 procent napisane jest alfabetem syngaleskim, którego litery przypominają wszystko tylko nie… litery. Nie, nie, znajomość prawa nie zwalnia od odpowiedzialności. I znów… chciałeś poszpanować… ucz się języków!

 

 

Po tych wszystkich formalnościach i przestrogach nadszedł czas na szybki kurs technik jazdy. Słowo szybki jest jak najbardziej na miejscu. Właściciel sam przejechał może z 300 metrów. Jadąc pokazał gdzie są biegi, gaz i hamulec a potem wysiadł i szerokim gestem zaprosił na fotel kierowcy. O mamo! Biegi w manetce zgrzytające przy każdej próbie przełączenia. Linka gazu, która potrafi zaciąć się przy zwalnianiu. Hamulce… lepiej zostawmy ten wątek. Terkoczący silnik i niczym nieograniczona moc. No chyba tylko wyobraźnią, konstruktorów, którzy zbudowali to piekielne urządzenie. Wciśnięty za kierownicę, z kolanami pod brodą ruszyłem przed siebie. Przy pierwszych próbach ruszenia silnik zgasł mi ze cztery razy. Okazało się, że ma on za niskie wonne obroty. Bez umiejętnego dodania gazu po wciśnięciu sprzęgła i przekręceniu manetki następowało szybkie szarpnięcie i jeszcze szybsze zgaśniecie. Ja to się mówi trening czyni mistrza! Gasł, gasł ale w końcu pojechał.

 

Dumny jak paw ruszyłem przed siebie. Z miną, niczym paradujący po swoim balkonie Duce, pozdrawiałem ręką mijanych w drodze białasów. Niech patrzą i zazdroszczą. Niech zobaczą, że można! Nie tylko ciągłe wylegiwanie się plaży! Czas siadać za kierownicą i ruszać w świat! Sri Lanka czeka. Na mnie czekała przede wszystkim rodzinka, którą obiecałem zabrać na lody. I wiecie co? Dojechaliśmy na nie cali i szczęśliwi. Teraz pora na podróż przed siebie! Sri Lanka już nas czeka!

Kontakt

Imię:

Email:

Temat: