Pierwsza Linia Obrony

Dzienniki podróży | Ilość zdjęć: 1 | 28.05.2019

Kiedy 22 lata temu dotarłem do Pakistańskiej granicy, słynna zmiana warty była wydarzeniem kameralnym. Dziś wygląda „troszkę” inaczej. W specjalnie wybudowanym amfiteatrze współczesnych „gladiatorów” dopinguje ponad dziesięć tysięcy Hindusów przyjeżdżających tu z całych Indii.

 

 

Popołudniowa zmiana warty to coś więcej niż tylko opuszczenie narodowych flag. To pokaz siły, w którym każda ze stron chce zaprezentować się jak najlepiej. To także a może przede wszystkim show dla obywateli pragnących poczuć potęgę i wielkość swojego kraju.

Pamiętajmy, że mówimy o mocarstwach toczących od kilku dekad cichą wojnę. Każdego dnia dochodzi tu do mniejszych lub miększych konfliktów. Pobliski Kaszmir jest strefą zmilitaryzowaną a kontrole policyjne stały się normą po obu stronach granicy. Granicy o długości ponad 2000km, na której mamy tylko jedną furtkę! Jest nią Wagah! Jedno z najsłynniejszych, jeśli nie najsłynniejsze przejście graniczne świata. Dlaczego?

 

 

Od czasu powstania państwa Pakistan, pomiędzy oboma krajami toczy się ciągła rywalizacja. Przejawia się ona nie tylko w zbrojeniach i manifestowaniu siły na międzynarodowej scenie. Równie mocno widać w miejscach bezpośredniego kontaktu. Najlepszym tego przykładem jest przejście graniczne Wagah, gdzie żołnierze obu stron widzą się na co dzień. Spotykają się, wzajemnie obserwują. Aby było ciekawiej wytyczenie tej granicy było tworem sztucznym. Jednym ruchem długopisu politycy rozdzielili rodziny, które z dnia na dzień stały się mieszkańcami dwóch wrogich sobie krajów. Pozbawieni stałego kontaktu ludzie szukali sposobu aby spotkać swoich najbliższych. Okazją była właśnie granica i ta „sławna”, dostępna publicznie zmiana warty.

 

 

 

Już sama droga na miejsce świadczyła, że nie mówmy o zwykłej zmianie warty. Wypełnione po brzegi ludźmi samochody, tuk tuki i motory jechały z pobliskiego Amritsaru w stronę odleglej o 25km granicy. Po dotarciu na miejsce cały ten ludzki tłumek zatrzymał się przed pilnie strzeżoną kontrolną bramką. Za nią znajdował się obszerny parking i wysokie zabudowania. Pamiętałem, że przed 22 laty granica była raczej pustym miejscem i poza kilkoma rzędami trybun nic nie przykuwało tutaj uwagi.

 

 

Tym razem było inaczej! Jako obcokrajowców zaproszono nas do osobnego wejścia i zaprowadzono do tzw. loży VIP. Obok starego, pamiętanego przeze mnie miejsca, wybudowano nowy obiekt. Były to okalające drogę trybuny przypominające bardziej amfiteatr niż graniczne przejście. Nad prowadzącą do środka bramą umieszczono wielki napis „India’s first line of defence”.

Wyobraźcie sobie stadion piłkarski, podzielcie go płotem na pół, przeprowadźcie przez środek drogę i wstawcie bramę. Tak właśnie wyglądała granica na którą dotarliśmy.

 

 

 

Zajęliśmy krzesła w centralnym miejscu tuż obok głównej drogi a przez kolejną godzinę na trybuny wlało się ponad 10 000 Hindusów. Uwierzycie albo nie ale w tym kolorowym tłumie zaczęli krążyć sprzedawcy napojów, lodów i popcornu! Mieliśmy przyjechać na zmianę warty a poczułem się jak na dobrym koncercie albo piłkarskim meczu. Ok 17.00, kiedy nie było już wolnych miejsc, na środkowej drodze pojawił się umundurowany wodzirej z mikrofonem. Przywitał oklaskami przybyłych a potem rozpoczął show. Dodam tylko, że towarzyszył mu nieustający doping i śpiewy zgromadzonych fanów!

Część z nich (same dziewczyny) zaproszono pod „scenę”. Ustawione w równym rzędzie, jedna po drugiej, machając Indyjskimi flagami wybiegały na środek.  Biegające z flagami kobiety wzbudziły prawdziwą falę radości. Zgromadzeni na trybunach widzowie śpiewali na cały głos lecące z głośników piosenki.

 

 

Ale to nie koniec. To był dopiero początek! Po rundzie z flagami na drogę wpuszczono kilkaset hindusek. Zaczęła się impreza! Puszczono największe hity a tłum niczym na koncercie zaczął skakać do góry. Widzowie w amfiteatrze wręcz wyli z radości. Tym bardziej, że po Pakistańskiej stronie panowała cisza… I to właśnie ona sprowokowała moderatora. Kiedy droga opustoszała wyszedł na środek, wskazał granicę, przyłożył rękę do ucha i zaczął nasłuchiwać. Następnie niczym speaker na wyścigach zakręcił ręką młynka, ugiął kolano i pochylił się w stronę bramy. Na trybunach rozległ się prawdziwy ryk…

 

 

Po części artystycznej przyszła pora na główne wydarzenie czyli zmianę warty. Zrobiło się troszkę ciszej a na drodze pojawiali ubrani w galowe mundury żołnierze. Każdy z nich miał na głowie czapkę z okazałym wachlarzem. Prowadzący wykrzykiwał ich imię i wskazywał prezentujących swoją broń żołnierzy. Dodam, że w tym czasie na telebimach leciały filmy pokazujące siłę indyjskiej armii.

 

Po prezentacji, myślę że taka sama miała miejsce po stronie pakistańskiej, bohaterowie wieczoru przystąpili do akcji. Dowodzący oddziałem oficer zaczął wydawać rozkazy a jego podwładni zaczęli maszerować w stronę przejścia. Stop! nie był to marsz, to nawet nie był wojskowy krok. Wyglądał na bliżej nieokreślone poskoki połączone z podnoszeniem stopy wysoko, wysoko ponad głowę. Taki pionowy szpagat. Żołnierze z obu stron podchodzili do bramy, stawali w rozkroku, prężyli ciało i wygrażali przeciwnikowi pięścią. Naprawdę! Nie żartuję, za każdym razem towarzyszył temu wiwat tłumów.

 

 

Na koniec z pełną pompą przy śpiewie z obu stron zdjęto flagi. Żołnierze rozeszli się do swoich koszar a tłum ruszył do domu.

Teraz dwie krótkie informacje.

Pierwsza, taka zmiana warty ma miejsce codziennie…

Druga, tak rozmawiają ze sobą dwa atomowe mocarstwa…

 

 

Kontakt

Imię:

Email:

Temat: