cz.27 Ukryta komnata

Skarby von Knauffa | Ilość zdjęć: 1 | 01.04.2019

Ponowne spotkanie z Devratem było jeszcze bardziej niezwykłe niż to pierwsze. Zastali go przed niewielkim posągiem ukrytym w przystrojonej kwiatami kapliczce. Trzymający w rękach kadzidełko mnich kłaniał się przed nim z szacunkiem. Za każdym razem zbliżał dłonie do głowy i dotykał nimi czoła. Dopiero po pewnej chwili zauważył zbliżających się do niego gości. Jeszcze raz pochyli się przed figurką, delikatnie podniósł mosiężny dzbaneczek i wstawił do niego żarzące się kadzidełko. Dotknął palcami czoła i ust a potem odwrócił w stronę przybyszów.

– To jeden z naszych największy nauczycieli – powiedział wskazując na figurkę – prosiłem go aby objął was swoją opieką i wskazał właściwą drogę.

– chyba już ją wybraliśmy – odpowiedział Tata – nie możemy tego przyjąć.

Otworzył plecak i wyjął z niego zawiniętą w chustę figurkę. Ostrożnie podał ją mnichowi i cofnął o kilka kroków. Stanął obok rodziny i razem z wszystkimi ukłonił się przed mnichem.

– w życiu są rzeczy ważne i ważniejsze. Takie które liczą się bardziej od bogactwa. Ta figurka należy do was, do tej świątyni. Nie mamy prawa jej stąd zabierać. A co najważniejsze nie chcemy tego robić – dodał.

Devrat nie odpowiedział, ukłonił się tylko i gestem ręki poprosił aby poszli za nim. Tym razem nie poszli do sali, w której się spotkali. Zamiast tego weszli do ciemnego korytarza zakończonego krętymi schodami. Mnich zapalił wiszącą na ścianie latarnie i zaczął schodzić w dół.

– chodźcie za mną – powiedział widząc zawahanie na twarzy Kasi i Olafa.

– dokąd właściwie idziemy – zapytał Durgu.

Cała sytuacja była wyjątkowo dziwna. Właśnie oddali mnichowi cenną figurkę a ten zamiast podziękować ciągnął ich w jakieś nieznane miejsca. I to jeszcze bez słowa. Dorośli nie za bardzo wiedzieli jak się zachować a zdezorientowane dzieci stały wpatrując się w migoczącą tajemniczo latarnię.

– nie obawiajcie się – mnich uśmiechnął się pogodnie – chciałbym Wam coś pokazać.

– może innym razem – zapytał Olaf zerkając na Kasię – jest już troszkę późno.

– to potrwa chwilę a jest naprawdę ważne. Proszę zaufajcie mi. Zaraz wrócimy do świątyni.

Tata i Durgu wymienili spojrzenia. W sumie nie mieli się za bardzo czego bać. Byli w sercu Mumbaju w środku świątyni, w której nie uznawano żadnej formy przemocy. Czy w takim miejscu mogło im coś grozić? Ścisnął rękę stojącej obok córki i ruszył za mnichem. Kręte schody zaprowadziły ich do kolejnego tunelu a ten do ukrytego pod ziemią pomieszczenia. Wyłożona kamieniem sala była wysoka na trzy metry. Miała z dziesięć metrów długości i pięć szerokości. Na całej długości po obu stronach, stały rzędy bóstw. W otaczającej ciemności, przy świetle trzymanej przez mnicha latarni, wyglądały upiornie. Kolorowe twarze powyginały się w padających na nie cieniach. Groźne rysy zrobiły jeszcze groźniejsze, wymalowane twarze patrzyły ponuro a ostre zębiska szczerzyły się w dziwnych uśmiechach. To co w świetle słońca wydawało się pogodne i radosne tutaj przyprawiało o strach i niepokój.

– jesteśmy na miejscu – powiedział mnich zapalając stojącą na środku sali lampę – nad nami znajduje się świątynia. Jesteście pierwszymi obcokrajowcami którzy weszli do tej sali. Pierwszymi od czasu kiedy był tu Ulrich.

– o co w tym wszystkim chodzi – zapytała coraz bardziej zaniepokojona mama.

– o wasz wybór – odpowiedział Devrat – podjęliście słuszną drogę, teraz czas abyście poznali prawdę.

– jaką prawdę?

– Figurka, którą wam dałem była tylko testem, Ulrich nie chciał aby jego skarb wpadł w niepowołane ręce. Bał się, że trafi do złych ludzi, dlatego poprosił moich przodków aby pomogli mu się przed tym uchronić. To oni zaproponowali aby dać posiadaczowi klucza figurkę mówiąc jak ważna jest ona dla świątyni. Gdyby ją zabrał byłby to znak, że nie zasługuje na nic więcej. Gdyby jednak posążek został w świątyni…

Mnich podszedł do ściany, odsunął wiszącą na niej zasłonę i wskazał na niewielkie metalowe drzwiczki.

– … mieliśmy go przyprowadzić tutaj. Pokazać zamek, do którego pasuje przyniesiony klucz i poprosić aby zajrzał do środka.

– czyli jesteśmy dobrymi ludźmi? – zapytała Ola.

– jesteście bogaczami – uśmiechnął się Devrat – dobro to największy skarb.

– jeśli już jesteśmy takimi bogaczami – wtrącił się Eryk – to ciekawe co jest ukryte w środku.

– zaraz się przekonacie, wystarczy otworzyć drzwi.

– kto ma to zrobić? – zapytał Olaf

– może Pan, jest pan w końcu głową tej rodziny.

– no ale jest jeszcze z nami Durgu.

– otwieraj – mrugnął do niego Hindus – ja też już powoli czuję się jej członkiem.

– niech tak będzie.

Tata wyjął klucz. Kto by pomyślał, że będzie jeszcze do czegoś potrzebny. Kiedy godzinę temu, chował go do kieszeni chciał go zachować jako pamiątkę po ich niezwykłej przygodzie. A tu proszę, Znów trzymał klucz w ręce, tym razem po to aby otworzyć nim tajemniczy schowek von Knauffa. Podszedł do ściany i spojrzał na drzwiczki. Nie wyglądały jakoś specjalnie. Zwykła metalowa rama z jeszcze zwyklejszą dziurką od klucza. Żadnych zdobień, napisów ornamentów. Niczego co świadczyłoby o ich niezwykłym przeznaczeniu. Za pomalowanymi na biało drzwiczkami równie dobrze co skarb, mogły znajdować się zawory do instalacji wodnej albo gniazdka wysokiego napięcia. Ktoś wchodząc do pełnego posągów pomieszczenia, na pewno nie zwróciłby na nie uwagi. Może właśnie taki był plan? Po kilku dniach niezwykłych poszukiwań, nikogo nie mogły już zdziwić kolejne niespodzianki Ulrycha. Czyżby zbliżali się do ich końca? Teraz stojąc w ukrytym pod świątynią pokoju, mieli przed sobą ostatni etap na drodze do rozwiązania zagadki.

Nieotwierany od ponad stu lat zamek długo stawiał opór. Zardzewiały klucz nie chciał uruchomić mechanizmu i dopiero po kilku próbach w sali rozległ się zgrzyt ocierających o siebie zapadek. Tata przekręcił go jeszcze raz a potem złapał za klamkę i przekręcił. Sześć par ciekawskich oczu zaczęło wpatrywać się w czarny otwór. Durgu wziął od stojącego obok mnich latarnie i zaświecił do środka. W pustym wnętrzu leżała skórzana teczka. Z jej narożnika wystawał pożółkły kawałek starego pergaminu.

– o nie – jęknął załamany Eryk – założę się, że to jeszcze jedna, jeszcze bardziej pokręcona zagadka.

Kontakt

Imię:

Email:

Temat: